W tym roku postanowiłam spędzić urlop na totalnym lenistwie.
Wybrałam się na dwa tygodnie do mojego rodzinnego miasta, żeby Matuch mógł spędzić więcej czasu z babcią.
W międzyczasie pojechaliśmy na parę dni nad morze, do Darłowa.
Mieścina jak to mieścina typowo turystyczna. Zaraz po śniadaniu ruszaliśmy nad morze (na szczęście mieliśmy dosyć blisko do plaży) i tam spędzaliśmy większość czasu.
Oprócz smażenia się na plaży budowaliśmy zamek z piasku :) oczywiście fosa była obowiązkowa :) Nie wiem kto się przy tym lepiej bawił, Mateusz czy my :)
Do tego było "oswajanie" zwierzaków (ja bym nic takiego na ręce nie wzięła).
A tutaj wieczorny spacer. Coś pięknego.
Nie ma już tłumów i spokojnie można pospacerować brzegiem morza.
W przyszłym roku planuję wybrać się wreszcie w góry. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
I jeszcze na koniec "papa" od Matucha i słonika :)
Wpis powstał na Wyzwanie wrześniowe u Lifestylerki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz